V Niedziela Wielkanocna

V Niedziela Wielkanocna

Słowo na niedzielę…

Bóg jest ponad całym tym światem a jednak pozostaje w nim obecny. Zawsze mnie to intryguje, pociąga, fascynuje. Bo nie widzę Go tak, jak widzę cały ten świat a jednak On jest. I w dodatku to On jest o wiele bardziej niż cały ten świat, bo tylko On jest a wszystko inne tylko uczestniczy w tym Jego istnieniu! To on daje życie wszystkiemu. On jest źródłem! Szok. Jest obecny w tym, co stworzył jak artysta w swoim dziele. Jest obecny przez łaskę. Jest ostatecznie obecny w Jezusie Chrystusie, swoim Synu i w sakramentach, które On ustanowił i przez które wciąż pozostaje z nami.

„Kiedy przybyli i zebrali miejscowy Kościół, opowiedzieli, jak wiele Bóg przez nich zdziałał i jak otworzył poganom podwoje wiary.”

A jak działa? Działa przez ludzi, przez wydarzenia. Może oczywiście działać też bezpośrednio. I często tak się dzieje. Ale równie często działa tak po prostu – przez ludzi. A to już nie tak łatwo przyjąć. Chcielibyśmy pewnie nad-przyrodzonych wydarzeń. A taka codzienność, zwykła i prosta może trochę nas irytować, zniechęcać. A jednak to w niej jest Boga najwięcej, bo nasze życie to przecież zwykła codzienność. Bóg nie chce być w naszym życiu tylko od-święta, ale zawsze, w każdej chwili, w każdej sekundzie, w każdej myśli, w każdym uderzeniu serca, tego, co w nas najbardziej wewnętrzne. Odkryć, zobaczyć, doświadczyć przychodzącego Boga tak zwyczajnie. Trudne? Tajemnica Wiary? A może klucz do drzwi już zbyt długo zamkniętych?

„I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły.”

Tak. On chce czynić wszystko nowe. Nowa relacja z Nim, nowe życie, nowa jakość życia – wszystko nowe. Wszystko staje się nowe a życie staje się życiem tylko w obecności Boga, bo tylko On jest życiem i jego dawcą. I do tego zmierzamy. Do czasu, gdy już nie będzie czasu, ale będzie On – Bóg z nami, a my z Nim. Ale zanim to nastąpi trzeba nam iść przez łzy, smutek, ból, cierpienie, śmierć – przez krzyż. I nie ma innej drogi. Dlaczego? Bo świat (ogólnie pojęty) nie chce Boga, nienawidzi Go, odrzuca Go więc za każdym razem, gdy Ty chcesz żyć z Nim, iść za Nim to podzielisz to Jego odrzucenie.

„Po wyjściu Judasza z wieczernika Jezus powiedział: Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony.”

Judasz wychodzi z Wieczernika. Idzie zdradzić Jezusa. Przed chwilą Jezus mimo to, wiedząc o tym umył mu nogi, dał mu siebie w swoim Ciele (Eucharystii). A Judasz idzie, aby Go zdradzić, wydać. I właśnie w tym momencie Jezus mówi, że teraz został On otoczony chwałą, teraz zostanie uwielbiony. Czujesz to? Judasz Go zdradza a On mówi, że to jest moment Jego uwielbienia, że teraz zaczyna się droga Jego wywyższenie. Umiesz tak patrzeć na krzyż, na cierpienie, zdradę? Ja nie zawsze. To wszystko czego tak często unikamy staje się teraz dla nas drogą, nową drogą do chwały, do uwielbienia, do życia, do Ojca.

„Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali.”

Dlaczego tak jest? Bo Bóg kocha, bo jest miłością. Slogan? Patrzę na krzyż i zaczynam rozumieć, że to nie slogan – to droga, prawda, życie. Miłość – po tym ludzie poznają, mają poznawać chrześcijan. Nie po ich wyglądzie, sposobie ubierania się, ułożeniu fryzury albo czymkolwiek tylko zewnętrznym, ale po miłości, która jest miłością ukrzyżowaną. To taka miłość, która cierpi a kocha, cierpi, bo kocha i mimo, że cierpi to nadal kocha. Możliwe? Tak!