XXXI Niedziela Zwykła

XXXI Niedziela Zwykła

Słowo na niedzielę.

Pierwsze czytanie z liturgii słowa Bożego tej Niedzieli stawia nas – słuchaczy Słowa – pod wielkim znakiem zapytania. Czytamy tam, że mamy się bać Pana,  ale dlaczego? Dlaczego mamy się  bać Pana skoro św. Jan w swoim liście pisze wyraźnie, że „miłość usuwa lęk” (1J 4, 18)? W jaki sposób mielibyśmy się bać Pana? To pytanie jednak ostatecznie dotyczy naszej relacji z Bogiem. Odpowiedzią dla nas może być inny fragment z Księgi Izajasza. Bóg mówi tam przez Proroka:

„Tak mówi Pan: 
«Niebiosa są moim tronem, 
a ziemia podnóżkiem nóg moich. 
Jakiż to dom możecie Mi wystawić 
i jakież miejsce dać Mi na mieszkanie? 
Przecież moja ręka to wszystko uczyniła 
i do Mnie należy to wszystko 
– wyrocznia Pana. 
Ale Ja patrzę na tego, 
który jest biedny i zgnębiony na duchu, 
i który z drżeniem czci moje słowo.

Tak, więc bojaźń Pana i nasza relacja z Nim odnosi nas do naszej relacji z Jego słowem. Bać się Boga znaczy słuchać Go, być Mu posłusznym, zachowywać Jego słowa w sercu jak Maryja. Ona jest wzorem prawdziwej cnoty bojaźni Boga, prawdziwie błogosławiona Dziewica!

Dlaczego jednak mamy przyjąć to słowo Boga i dlaczego Maryja też je przyjęła? Dlatego, że przyjmujemy je nie jako słowo ludzkie, ale – jak jest naprawdę – jako słowo Boga” (1 Tes 2, 13).

Słuchać, słuchać, jeszcze raz słuchać i kochać przestrzegając tego słowa! Ot co! Sens naszego życia! Cały nasz wysiłek. Słuchać, by usłyszeć i w ten sposób otrzymać spełnienie obietnicy – bo Bóg przyrzekł!

Pierwsze czytanie nakazuje nam także miłość. Dlaczego miłość musi być nam nakazana przez Boga? Tak szybko o tym zapominamy? A do tego jesteśmy przecież stworzeni – do miłości Boga i ludzi.

W drugim czytaniu dowiadujemy się, że nasz Arcykapłan Jezus Chrystus żyje na wieki to znaczy, że na wieki może nas zbawiać, tych, którzy do Niego przychodzą, bo On zawsze żyje. On cały poświęca się za nas. Jest bez grzechu, więc nie musi tego robić za siebie. Bierze wszystkie nasze grzechy i dokonuje w sobie przebłagania za nas. To nasz Arcykapłan, który doprowadza nas tam, gdzie sami dojść nie możemy. On prowadzi nas do Ojca.

W Ewangelii natomiast uczony w Piśmie pyta Jezusa o największe przykazanie. Dowiaduje się – a my razem z nim – że jest to miłość do Boga i ludzi. O tę samą miłość wyrażoną tutaj w przykazaniu Jezus zapyta po swoim Zmartwychwstaniu św. Piotra (J 21, 15). Jezus zapytał św. Piotra o to czy kocha Jezusa miłością największą, miłością, która kocha się Boga? Znaczy to, że zapytał go czy Jezus  jest dla niego Bogiem. To samo pytanie stawia w tym słowie każdemu z nas.

Uczony w Piśmie mimo, że został pochwalony przez Jezusa za dobrą odpowiedź i zrozumienie to został także nadal jedynie niedaleko od Królestwa Bożego. Nie wszedł do niego, ale pozostał niedaleko. Stało się tak, bo nie wystarczy wiedzieć, ale potrzeba żyć nauką Jezusa!

Ostatecznie nie ma miłości Boga bez miłości bliźniego i nie ma prawdziwej miłości bliźniego bez miłości do Boga. Dopiero doświadczenie tego, że ja jestem umiłowany przez Boga pełną i darmową miłością pozwala mi kochać tak samo ludzi – oddając za nich swoje życie. I dopiero we wzajemnej miłości wśród ludzi Bóg staje się widzialny dla świata (1J 4, 1-21).