O Maryi po prostu

O Maryi po prostu

Wywiad z o. Michałem Leganem OSPPE, znanym rekolekcjonistą, wykładowcą.
O tym, czy można zawierzyć swoje życie Matce Bożej, a jeśli tak, to jak?

Kim dla Ojca jest Matka Boża?

To jest bardzo poważne pytanie i na pewno nie ma na nie jednozdaniowej odpowiedzi. Ja mogę powiedzieć o tym, co spotkało mnie w dzieciństwie. Kiedy byłem małym chłopcem, czterolatkiem, to umarła moja babcia. Moja mama była bardzo przerażona tym, że gdyby jej się coś stało, to mógłbym zostać na świecie sam. Przywiozła mnie wtedy na Jasną Górę. Pamiętam ten dzień, oczywiście, jak to dziecko, przez mgłę. Jednak dobrze zapamiętałem moment, gdy mama, niosąc mnie na barana, weszła do kaplicy Matki Bożej. Mimo że był w niej ogromny tłum, głowa przy głowie, to przed tą mamą niosącą dziecko jakoś dziwnie się rozstępował. Podeszliśmy aż pod ołtarz i wtedy pierwszy raz w życiu spojrzałem w oblicze Matki Bożej na Jasnej Górze. Tego samego dnia moja mama pisemnie na kartce ofiarowała mnie Matce Bożej, oddała pod Jej opiekę. Była  przekonana, że nie mogę być na świecie sam, że jakby się tak zdarzyło, to muszę mieć Matkę. Długo mi o tym nie opowiadała, a ja za bardzo tego nie pamiętałem, a już na pewno nie znałem faktu tego ofiarowania,  tego, co się działo w jej sercu, w głębinie jej przeżycia Jasnej Góry. Kiedy składałem śluby wieczyste, to mi o tym przypomniała, powiedziała mi o tej historii. Moja mama przeżyła to silnie, bo potem, kiedy już byłem dorosłym człowiekiem, wcale nie miała takiej wielkiej ochoty oddawać mnie Matce Bożej. Jednak stało się, dokonało się i Matka Boża wypełniła to, o co Ją proszono i rzeczywiście wzięła mnie pod swoją obronę jak syna. I kiedy patrzę dziś w ikonę jasnogórską, to patrzę z taką miłością, jak się patrzy na matkę. Czasami z takimi wyrzutami sumienia jak się patrzy na mamę, czasami z takim doświadczeniem, że się nie dorosło lub że się zawiodło. Nieraz też z takim doświadczeniem, że się jest bezwarunkowo kochanym, że w tej relacji na pewno nigdy nie zostanie się odrzuconym, nigdy nie zostanie się osądzonym, że w tej relacji miłość zawsze zwycięża.

Jaka jest Ojca rada na zaufanie Matce Bożej?

Bardzo często trudno oddać Jej swoje życie i wszystkie sprawy. Ja bym się nie odważył dawać żadnych rad w tym temacie, bo do tego trzeba być mistrzem życia duchowego, ale Kościół pokazuje jakby dwie drogi: można iść do Jezusa przez Maryję, ale św. Jan Paweł II i kard. Wyszyński mówili także, że można przez Jezusa dojść do Maryi. Myślę, że tak się rodzi zaufanie do Maryi, gdy się odkryje Jezusa Chrystusa, gdy człowiek wejdzie w piękną, głęboką relację z Chrystusem, relację miłości, zaufania i braterstwa, to z takiego braterstwa potem rodzi się poczucie dziecięctwa wobec Boga Ojca i poczucie dziecięctwa wobec Matki Bożej. Jak nie ufasz Matce Bożej, a masz prawo nie ufać, bo żeby komuś ufać, trzeba mieć z nim relację, to zaufaj Jezusowi Chrystusowi, a On Cię za rękę doprowadzi do Niej.

Jasna Góra to dla Ojca…

Dom, i to dom z marzeń. Tutaj najbardziej czuję się jak w domu i, choć z pewnością dom rodzinny odgrywa wielką rolę i wraca się do niego z wielką miłością oraz radością, to jednak Jasna Góra jest moim miejscem na ziemi. Jasna Góra to także dużo więcej, gdyż tutaj nieustannie doświadcza się tego, że Chrystus otwiera nowe drogi i możliwości. Właściwie otwiera je zawsze tak samo, to znaczy przez konfesjonał i przez ołtarz. Dla mnie Jasna Góra jest miejscem moich spowiedzi: wytrwałych, regularnych, nieustannie powracających. Z drugiej strony jest miejscem ołtarza, w którym Chrystus ofiaruje się za mnie, a ja też mogę na ołtarzu złożyć swoje ułomne życie. I wreszcie Jasna Góra jest takim miejscem na ziemi podobnym do pola, na którym Jakub zobaczył drabinę, po której zstępują i wstępują aniołowie, to znaczy miejscem, w którym niebo styka się z ziemią właśnie przez to, że tutaj jest to okno do nieba. Gdy uczestniczy się w ceremonii odsłonięcia Cudownej Ikony, albo jak widzi się dzieci pierwszokomunijne, które przychodząc do kaplicy Matki Bożej, zaczynają do niej machać, tak jak macha się do mamy w oknie od kuchni, to rozumie się więcej z tego, czym naprawdę jest ta ikona. To dokładnie tak samo, kiedy wracaliśmy ze szkoły jako dzieci i wiedzieliśmy, że mama będzie stała w oknie i machała, że obiad już gotowy, albo że ona wie, że już idziesz i cieszy się na twój powrót. Identycznie jest na Jasnej Górze, tutaj też mama stoi w oknie do nieba i czeka na ciebie i cieszy się z każdego twojego powrotu.

Czego mogę Ojcu życzyć?

Chyba nawrócenia, ja widzę bardzo wyraźnie jako misjonarz miłosierdzia, jako zakonnik, jako kapłan, jak bardzo my wszyscy potrzebujemy nieustannie doświadczać miłości miłosiernej Boga oraz tego, że w naszym życiu w ogóle nie chodzi o to, żebyśmy byli idealni albo doskonali, albo bezgrzeszni, dużo bardziej chodzi o to, żebyśmy byli święci.

Wywiad przeprowadził br. Mariusz Bierzuński w 124 numerze Naszego Życia.

Chcesz zobaczyć więcej? Zamów prenumeratę!