Nasze Życie 110 P. i D. [reaktywacja] …czyli o tym, co słychać w „Pokój i Dobro”

HOME     O NAS     PRENUMERATA     ARCHIWUM      KONTAKT
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯

 

P. i D. [reaktywacja] …czyli o tym, co słychać w „Pokój i Dobro”
br. Eugeniusz Hołub

Niezwykłe rzeczy dzieją się w 1978 r. Polski kardynał Karol Wojtyła zostaje papieżem i przyjmuje imię Jan Paweł II . Tego samego dnia Wanda Rutkiewicz jako pierwsza Europejka zdobywa szczyt Mount Everest. Amerykańska sonda Pioneer Venus 1 wchodzi na orbitę Wenus, zostaje napisany i wysłany pierwszy spam w internecie, startuje pierwszy rajd Paryż – Dakar. Bob Marley i Ryszard Riedel cieszą się z narodzin synów, a razem z nimi urodziny świętują Vaness a Mae, Nelly Furtado, komiksowy Garfield, The Police, Dire Straits…

…i nie tylko, bo jesienią tego samego roku w Łodzi Łagiewnikach, w seminarium franciszkańskim kilku braci postanawia, z błogosławieństwem przełożonych, głosić Dobrą Nowinę poprzez muzykę. Po czterech latach muzycznej animacji Mszy Św. i koncertowania powstaje nazwa „Pokój i Dobro”, po franciszkańsku, prosta i klarowna, a dla kogoś może nawet i naiwna (Dzisiaj pewnie w stylu  amerykańskim brzmiałaby P&D, chociaż możliwe są też inne wersje: Pax’n’Bonum, P.I.D. itd. Nazwy typu Seraffica, Breviloquium czy Lupus Gubbius równie osadzone w tematyce franciszkańskiej, pewnie kojarzyłyby się z nadmierną powagą i zbyt ekstremalnym muzycznym stylem, albo po prostu żaden z braci nie wpadł na taki pomysł). Widocznie Dobry Bóg proste rzeczy jakoś bardziej preferuje, bo po dziś dzień ten właśnie „szyld” zjednuje młodych franciszkanów, pragnących poprzez swoje muzyczne uzdolnienia i zapał mówić o dobroci Boga i pięknie Jego dzieł. Każdy zespół seminaryjny posiada pewną specyficzną cechę: co sześć lat (bo tyle czasu trwa nauka w seminarium), a nawet częściej, jego skład się zmienia. To z kolei sprawia nieustanne „odmładzanie się” zespołu, czego dowodem jest ciągła, szeroko pojęta muzyczna kreatywność, przejawiająca się w poszukiwaniu nowych brzmień, pisaniu nowych utworów, a jeśli wszystko temu sprzyja – ich rejestrowaniu. „Pokój i Dobro” może pochwalić się wydaniem ośmiu albumów (pięciu kaset oraz trzech płyt CD), nagranych przez różne składy zespołu (na dzień dzisiejszy w sprzedaży wysyłkowej są dostępne trzy ostatnie albumy). Nie wymieniając wszystkich tytułów, ku radości czytelników powiem tylko, że znajdują się tam głównie utwory autorstwa braci o szerokiej jak Wisła różnorodności stylów: reggae, country, rock, a nawet rap i blues (w niedalekiej przyszłości również trash-metall, utwory a capella i acid-jazz), zawsze jednak jest to „żywe granie” bez elektronicznych dodatków. Jednak niech uważny czytelnik nie myśli, ze działalność zespołu to tylko  komponowanie i nagrywanie. Przede wszystkim jest to dzielenie się doświadczeniem Boga i muzyka podczas koncertów. Gdybym miał szczegółowo opisywać całą koncertową działalność, na pewno nie zmieściłbym się w jeden artykuł, powołując do życia wieloodcinkowy taśmowiec pt. „Niesamowite koncertowanie braci w czarnych habitach w całej Polsce, na Węgrzech i Litwie”. Dlatego opowiem tylko, że zespół koncertuje i animuje Eucharystię od samego początku swojego istnienia w wielu miastach i miasteczkach Polski, a także za granicą. Przeważnie są to nasze, franciszkańskie placówki, lecz nie tylko. Zespół brał także udział w chrześcijańskich festiwalach muzycznych, tele i radio audycjach. Tyle o historii. Dzisiaj w skład zespołu wchodzi ośmiu braci, prawie ze wszystkich kursów, o różnym zaawansowaniu i gustach muzycznych, których łączy ten sam entuzjazm w odkrywaniu nowych możliwości brzmienia i radość grania. Przygotowania do koncertów poprzedzają zawsze długie próby, w trakcie których ambitne i rewolucyjne projekty ulegają czasami starożytnej zasadzie ubi concordia ibi victoria (i trzeba przyznać – wiele na tym zyskują). Znajdujemy też czas na zbieranie nowego materiału na płytę, która, mamy nadzieję, niebawem się ukaże, a będzie baaardzo różnorodna stylistycznie. W odpowiedzi na pytanie o komponowanie nowych utworów, jeden z braci zdradza nam tajemnicę: Któryś z braci przynosi na próbę tekst lub melodię, które na wspólnym, muzycznym forum otrzymują już ostateczny kształt. Inspiracje mają przeróżne źródła, powstają więc przedziwne „stwory”, jak na przykład osadzona na stylizowanym pod „Nirvana” riffie gitarowym, parafraza słów św. Tereski z Liseux i Jana od Krzyża lub szanta zainspirowana zwyczajami mnichów iroszkockich oraz inne perełki. Nie trzymamy się kurczowo jednego stylu muzycznego, szukamy dźwięków, eksperymentujemy z brzmieniem. Czasem jest to tzw. „niewypał”, ale zdarzają się również przyjemne zaskoczenia. Jesteśmy zaawansowanymi amatorami (no, może z nielicznymi wyjątkami), więc czujemy, że technicznie nie zawsze jesteśmy w stanie spełnić własne pomysły. Ale przecież nie chodzi tu o popisy techniką gry. Nie mamy ambicji zostać superzespołem profesjonalistów, nie taki jest sens tego wszystkiego. Zależy nam na modlitwie dźwiękami i szczerości przekazu. A teraz – niespodzianka! Ty też, drogi Czytelniku, możesz mieć udział w tworzeniu płyty. Wystarczy, że pomodlisz się w tej intencji. A gdybyś chciał usłyszeć kilka(-naście) „pokojowych i dobrych” utworów na CD lub na żywo, napisz do nas: pokojidobro@franciszkanie.pl Na sam koniec, użyczmy głosu niektórym członkom zespołu, którzy zgodzili się odpowiedzieć na kilka pytań:
Co, według ciebie, jest celem tego zespołu?
br. Andrzej: Według mnie celem zespołu jest wykorzystanie naszych umiejętności muzycznych, danych od Pana Boga, aby podzielić się z ludźmi naszym charyzmatem franciszkańskim, w takiej formie muzycznej jaką jest zespół.
Czy myślisz, że muzyka jest dobrym narzędziem przekazu…?
A.J.: Myślę, że tak. Każdy słucha jakiejś muzyki, a to znaczy, że jakaś wrażliwość muzyczna w człowieku jest. Dlatego w jakiś sposób można do każdego, przez konkretne formy muzyczne, dotrzeć… Nie znam osoby, która w ogóle niczego by w życiu nie słuchała…
Czy masz doświadczenie modlitwy graniem?
br. Mateusz: Czasem łapię się na tym, że w jakiś sposób realizuję siebie. Bywa jednak też tak, że muzyka, którą gram zaczyna płynąć jak modlitwa do Pana Boga, wtedy potrafię się tym modlić, przyjmuje to jako formę modlitwy osobistej: biorę gitarę, zaczynam coś grać i modlę się w ten sposób. W zespole jest różnie. Czasem jest tak jakoś…nie wiem… jakbyśmy się brali udział w zawodach (śmiech), w dobrych zawodach oczywiście, ale są też momenty kiedy naprawdę, podczas grania, czuję się jak na osobistej modlitwie.
Do jakiego audytorium kierujecie waszą muzykę, wykonywaną w tym właśnie składzie?
M. Ś.: Do kogo ją kierujemy? Przekrój repertuaru jest szeroki: od cięższych brzmień, do łagodnych …uwielbienia. Nawet kanon się znalazł. Myślę, że każdy może znaleźć coś dla siebie. Ten skład? Nie miałem nigdy lepszego. (śmiech)